Dominik Krakowiak Home Page

 

© Dominik Krakowiak

www.dominiqus.prv.pl

 

 

 

 

 

 

Archiwum Bloga

blog

strona główna

o sobie samym

rodzina i przyjaciele

zdjęcia

blog

twórczość i zapiski

kontakt

księga gości

linki

po tak typowych dla mnie rozmyślaniach, doszedłem do wniosku, że pisanie bloga jest jednak fajną i ciekawą rzeczą, chociaż tak na prawdę niewiele osób je czyta, mimo to każdy zainteresowany może znaleźć w nich podobieństwa i różnice rozmyślań czy zwykłego dnia, swego i autora... oto mój blog:

środa, 24 stycznia 2007

Ryszard Kapuściński 1932-2007

Ryszard Kapuściński

Ryszard Kapuściński nie żyje…

Odszedł tak niespodziewanie i wręcz niewiarygodnie… wydawało się, że tacy ludzie żyją wiecznie.

Pozostawił nam siebie w swej twórczości na wieczność, ale czy w wielkim pisanym dokumencie świata wystarczy piękna bez wrażliwości jego oczu i umiejętności dzielenia się zachwytem, przygodą?

Gdy dostałem wczoraj wieczorem SMSy od przyjaciół o jego śmierci, momentalnie po policzkach pociekły łzy.

Był moim mistrzem, inspiratorem, lekarstwem na smutki szarej codzienności, remedium na "poprzygodową" pustkę, kiedy wracałem pełen przeżyć ze swojej podróży do Indii.

Co urzekało wielu w jego twórczości to geniusz opisu, odwaga, śmiałość, głębokie zaangażowanie i afekt do swojej pracy, którym pachniało pisane przezeń słowo…

Mnie jednak, mimo że przebył połowę świata, opisał upadki i powstania, wojny, smutki i radości – zawsze ujmowało przede wszystkim jedno – jego stosunek do drugiego człowieka. Miłość czy życzliwość do nieznanej osoby. W jego książkach, od których nigdy nie mogłem się oderwać wyobrażałem sobie zawsze te jego przyjazne spojrzenie i dobro patrzące z oczu…

Oczu, których nie otworzy już nigdy…

Żegnaj mistrzu!
Spoczywaj w pokoju…

niedziela, 3 grudnia 2006

Polska kibicami stoi!

Pomimo bycia najlepszym rozgrywającym turnieju Adam Małysz nie był do końca zadowolony z postawy swojego zespołu, który przegrał w finale Mistrzostw Świata w siatkówce z Austrią 0:3... Kamil Stoch zapewnił fanów, że jednak wicemistrzostwo jest rezultatem, o którym nawet nie marzył przed zawodami...
Później, tego samego dnia Paweł Zagumny ustanowił rekord skoczni w Lillehammer skacząc 142 metry i znalazł się na podium. Mariusz Wlazły zakwalifikował się do drugiej rundy i zakończył 28.

:)

Tak... nie było wcale tak do końca, ale kto by się przejmował.

Niedziela, Srebrna Niedziela przyniosła wiele emocji polskim fanom dookoła świata. Srebrny medal polskich siatkarzy i trzecie miejsce + rekord skoczni Adama Małysza były spektakularnymi wydarzeniami polskiego sportu. Jeżeli dodać kilka ładnych bramek polskich piłkarzy (Smolarek, Żurawski, Rasiak, Mięciel, itd.) okazuje się, że coś pozytywnego dzieje się w polskim sporcie...

Czy jednak powinniśmy traktować osiągnięcia sportowców reprezentujących czterdziestomilionowy, europejski kraj jak sukces, jeżeli przychodzi nam się zakwalifikować do finału raz na 30 lat a poza jednym, wspaniałym skoczkiem narciarskim nie mamy innego powodu do dumy? Polski futbol zawsze piękny w kwalifikacjach i także niezwykle słaby w finałach (Mistrzostwa Świata 2002 i 2006)... Czy mamy tu podstawy do hurraoptymizmu?

Jest jedna:

Polska kibicami stoi!
Te niesamowite tłumy przybywające na zawody skoków narciarskich w Zakopanem, najlepsza na świecie atmosfera na meczach siatkówki (widziałem kilka w Łodzi – niezapomniane) i wspaniałe wsparcie dla piłkarskiej drużyny narodowej jak podczas ostatniego Mundialu czy meczu Belgia-Polska, na którym miałem okazję być 15 listopada tego roku.
Było tam ze mną 15 tysięcy polskich kibiców na stadionie Króla Baudoina i byli oni dużo bardziej radośni (w końcu wygraliśmy!), kolorowi i głośniejsi od swoich odpowiedników po belgijskiej stronie...
Zostanie to niezapomnianym wspomnieniem z Belgii.
Możesz złapać skrawek atmosfery meczu oglądając wideo na YouTube z poniższych linków:
Wideo 1: Polscy kibice
Wideo 2: Radość po zdobyciu gola!

Więc, koniec końców, to jest to, czym grudniowe niedziele stoją... Zamiast pracować na swoimi zadaniami na Uniwersytet wolę oglądać wzloty i porażki naszych sportowych talentów. I nawet gdybym starał się skoncentrować na studiach, nie dałbym rady... wszak Polska kibicami stoi!

środa, 29 listopada 2006

od przyjaciela o życiu

Dyspozycyjni i operatywni.
Dynamiczni i asertywni.
Otwarci i komunikatywni.
Tryskają energią, są pełni woli odniesienia sukcesu i mają silną motywację.
Atrakcyjni, kreatywni, sumienni, pracowici.
Poza domem przebywają osiemnaście, dwadzieścia cztery godziny, czasem dwie doby.
Budzą się wcześnie rano, kochają z zegarkiem w ręku.
Dwie i pół minuty muszą wystarczyć na pieszczoty, przez kolejne dwadzieścia trzeba umyć się, zjeść, ubrać i pędzić do pracy.
Szybki seks, motywująca mantra pod tuszem.
A przecież tak mało czasu, tak mało czasu.
Dom pozostaje pusty.
Tylko co jakiś czas dzwoni telefon i włącza się automatyczna sekretarka, by nagrać niespełnione obietnice wcześniejszego powrotu z firmy któregoś z mieszkańców...
...brawo swiecie XXI wieku oby tak dalej!

poniedziałek, 25 września 2006

volver

Dublin, Paryż, Brugia... żeglowanie po Morzu Północnym
Świeżość wiatrów porządkująca moje myśli
i te same problemy
i te same powroty... ku jesiennej Brukseli...

Wrzesień u swego dna... ciężki uczuciami, które zasiał
lekki postawą, którą przemknął
kto wie co
czeka wciąż tuż za nim

Życie
wspaniałe słowa, poszukiwania, podróże
miejsca pełne wiszących doświadczeń do spróbowania
i pustki w głowie zagubionej w chmurach...

Kolejny krok naprzód w stronę nieznanej przyszłości...
póki co, jest dobrze
póki co, nie jest źle
istnienie, czy właściwie ma jakieś znaczenie?

uśmiechy przyjaciół i brak dotyku
masy wokoło i samotność w tłumie

tylko muzyka wie i maluje
kierunek emocji moich fal...

dzisiaj, tej nocy, jutro
kto wie?

kto?

niedziela, 20 sierpnia 2006

Powrót egzystencjalisty...

Niedziela, wieczór 20.08.2006

Wracam do domu metrem
ze stacji Montgomery, przepełniony
ni to lękiem, ni ciekawością,
może intelektualnym tylko
zadumaniem nad limitami
ludzkiej egzystencji.

Czy w sto lat po tym dniu,
ktoś inny, podobny będzie
jechał takim metrem
w kierunku Gare du Midi
przesiadając się na stacji
Art-Loi 20.08.2106
nic a nic nie wiedząc
o moim skromnym powrocie
tutaj...?

Kto wie, może już 25 lat
temu mój zapomniany poprzednik
zastanawiał się nad problemem
przemijania i uciekających
czy to w wieczność czy
w nicość chwil...

Być może wagony metra
pełne są zawieszonych
myśli, które podróżując latami
co pewien czas atakują
spadając na głowy wybranych
pasażerów, przemierzając
ich mózgów odchłanie, smyrane
delikatnymi ogonkami neuronów
uciekają w seans zapomnienia
o tym, że wraz z końcem
żywota takiego wagonu
im też przyjdzie odsapnąć
na przysypanych kurzem
półkach wiecznego odpoczynku.

200 lat temu ktoś pewnie
jechał na tym przeoranym
tunelami gruncie konno...
Wiatr rozwiewał mu włosy.

Nie ma już ich, ni jeźdźca,
ni konia... tylko wiatr
pozostał przypominając o swoim
istnieniu chłodnym oddechem
historii...

Mój refleksyjny nastrój
pogłębia dobiegająca do
mej głowy muzyka
sprzed 25 lat, płynąca
z głośników w mych
uszach koncertówka
"The Wall" Pink Floyd...

Może to ona skusiła
do mej głowy myśli
wymarłych egzystencjalistów?

GARE DU MIDI

środa, 26 lipca 2006

Kalatówki

człowiek z fajką
zielona rzeczywistość
drewniane ławki
i skały wokoło patrzące
na nas zmętniałym wzrokiem
prażącego słońca

choć w kościach ból
wędrówka,
szlak
refleksji droga trwa
bez końca

znieważone dni pracy
schowane lęki, strachy
za gór tych stromym pasmem
zmęczenie wypłukuje cierpki
życia osad

...

DZIEWCZYNA, KTÓRA SPRZEDAJE LODY
Dziewczyna, która sprzedaje
lody w schronisku:
waniliowe, czekoladowe
i waniliowo-czekoladowe.
W przerwach czyta książkę.
Mam ochotę zapytać ją co czyta
by nasze spojrzenia mogły się
przekrzyżować.
Może wtedy znalazłbym miejsce
jako postać z książki w wyobraźni
młodej dziewczyny...
Siedzę, popijam piwo
i piszę o tym czego dziś nie dokonam
Turnau zaśpiewałby "i czy w ogóle
jest sens, żeby pisać wiersz?"

poniedziałek, 3 lipca 2006

26. Urodziny

Była to ciepła lipcowa noc, 3 lipca 1980, 2:20 rano.

Komunistyczne władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przed dwoma dniami podniosły ceny wszystkich produktów, co wywołało niepokoje i protesty w całym kraju oraz podłożyło iskrę inspirującą powstanie ruchu „Solidarność” i jego lidera Lecha Wałęsy.

Mój ojciec – Tadeusz, starał się wyobrazić jak bardzo jego życie zmieni się po tej nocy. Fakt, iż zamiast kupić ostrza do swej golarki nabył paczkę pieluch dla swego nowonarodzonego nie dawała mu spać tej wyjątkowej nocy.

Moja mama – Halina martwiła się i stresowała moim ciągłym wierceniem się sugerującym, iż mam ochotę na opuszczenie bezpiecznego łona i sprawdzić, czym zewnętrzny świat tak naprawdę jest…

I oto pojawiłem się…

Podekscytowany i drżący z emocji zakomunikowałem światu swój debiut wydobywając z siebie głośny okrzyk… po prostu płacząc ze szczęścia, że wieczność wydrapała dla mnie małą część czegoś najcenniejszego ze swych zasobów – życie!
Życie, które przyszło mi dzielić z moimi rodzicami, rodziną, przyjaciółmi, ludźmi z sąsiedztwa, miasta, państwa, kontynentu, dalekich lądów i oczywiście z Wami!

Niektórzy mówią, że kiedy osiągniesz pewien wiek – przynosi Ci to odczucie, które nie pozwala się już cieszyć z obchodzonych urodzin… ponieważ przypominają o tym, że jest się o rok bliżej do końca… krok wprzód na drodze z powrotem do wieczności, która połknie nas kiedyś razem ze wszystkimi rzeczami, których dokonaliśmy…
Wczoraj słuchałem polskiej piosenki mojego ulubionego piosenkarza, której już dawno nie słyszałem i znalazłem w jej tekście słowa, które nigdy wcześniej nie zwróciły mojej uwagi, iż „radość życia w przemijaniu” czasu, dni, życia, istnienia… Może możemy ją rzeczywiście tam odnaleźć i nie powinniśmy się bać przemijania…

Ja nadal kontynuuję swoją wędrówkę po planecie Ziemia. Minęło 26 lat wiecznej włóczęgi i poszukiwania powodu, sensu, radości, inspiracji, miłości…
Mój ojciec nigdy już nie zgolił swojej brody od dnia, kiedy się urodziłem.
Moja mama nadal martwi się i stresuje moim ciągłym wierceniem się po świecie i faktem, iż nadal poszukuję swego miejsca w tak dalekich stronach (Polska, Indie, Belgia, itd.)

To może dosyć długa wiadomość, przez którą musicie przebrnąć, ale jest jeden powód i rzecz, która jak myślę jest warta podzielenia się z wami… szczególnie tymi poszukującymi powodów, sensu, radości, inspiracji i wartości, tak jak ja…
Życie jest wartością samą w sobie… więc przeżyjcie je najlepiej jak potraficie… to zajmuje tylko nasz żywot…
A czym jest żywot… w perspektywie wieczności…?

Archiwum wiadomości, szukaj: , powered by niByLog.